Zwyczajny – niezwyczajny. Rzecz o Józefie Hoffmannie

Józef Hoffmann urodził się 27 grudnia 1902 r. w Poznaniu. Pod koniec 1918 r. przerwał naukę i wbrew woli rodziców przystąpił do powstańców wielkopolskich. Co ciekawe, powstanie wybuchło w dniu 16 urodzin Józefa, który przez kolejne 3 miesiące walczył w okolicach Rogoźna z Niemcami. Po spektakularnym zwycięstwie wziął udział w powstaniach śląskich (1919 – 1921), osobiście poznając Wojciecha Korfantego. Jednocześnie angażował się w walkę z bolszewickim najeźdźcą. Po uzyskaniu egzaminu dojrzałości i ukończeniu studium pedagogicznego rozpoczął pracę w oświacie. We wsi Brody niedaleko Poznania wykładał język niemiecki, a także prowadził zajęcia muzyczne. Lata 1939 – 1944 spędził w zakładzie karnym w Rawiczu, a na początku 1945 r. trafił na kilka miesięcy do radzieckiej niewoli.

Po zakończeniu wojny otrzymał od władz Polski Ludowej „nakaz pracy na Ziemiach Odzyskanych”. W 1949 r. został zatrudniony w słupskim Banku Rolnym na stanowisku kierownika sekcji kredytów, a od 1952 r. w Narodowym Banku Polskim w Słupsku na stanowisku rewidenta. W kwietniu 1953 r. mianowano go kierownikiem Gminnej Kasy Spółdzielczej w Ustce. W tym samym roku brutalnie przesłuchali go funkcjonariusze koszalińskiego UB, w wyniku czego, na podstawie sfałszowanych dowodów, skazano go na 9 miesięcy więzienia. Mieszkał wraz z żoną na pierwszym piętrze budynku banku przy ulicy Marynarki Polskiej w Ustce. Zmarł 4 lutego 1961 r. w słupskim szpitalu, zmagając się z dolegliwościami serca.

 

Ciekawostki z życia prywatnego:

  • podczas rekrutacji do powstańców wielkopolskich podał fałszywą datę urodzin, zawyżając swój wiek,
  • dekretem Rady Państwa odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym (27 sierpnia 1957 r.) i Śląskim Krzyżem Powstańczym (31 marca 1958 r.),
  • dzięki wiedzy medycznej, którą z racji zainteresowań systematycznie pogłębiał, uratował w niewoli radzieckiej (1945 r.) życie niejednego jeńca,
  • wielki pasjonat i kolekcjoner literatury. Biegłą znajomość języka niemieckiego wykorzystywał do tłumaczenia różnych materiałów na język polski,
  • podczas przesłuchań w koszalińskim UB wiele godzin przesiadywał na betonowej posadzce, będąc zanurzonym po kostki w lodowatej wodzie,
  • utrzymywał bliskie relacje towarzyskie z usteckim księdzem Wiktorem Markiewiczem. Wielokrotnie gościł u siebie w domu proboszcza parafii pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela. Wielogodzinnym dysputom na temat literatury towarzyszyła wyśmienita gra gospodarza na fisharmonii,
  • razem z żoną uwielbiali zwierzęta. W domu mieli 3 psy rasy foksterier (Daisy, Freja i Pit). Poza tym prezes J. Hoffmann w nietypowy sposób obsługiwał klientów. Zawsze wychodził na ich powitanie z marchewką, którą karmił konie zaprzęgnięte do wozów,
  • stresy związane z udziałem w walkach o niepodległość, niewolą niemiecką i radziecką oraz inwigilacją ze strony aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej przyczyniły się do stopniowego zwapnienia naczyń krwionośnych, czego konsekwencją były zawały serca,
  • do końca życia był członkiem Stronnictwa Demokratycznego.

 

Miłość od pierwszego wejrzenia

We wzruszających wspomnieniach Jacka, Stanisława  i Wojciecha Szulczyńskich, wujek uchodzi za prawdziwego dżentelmena. Swoją ukochaną żonę Marię poznał w Poznaniu, kiedy pracował w banku przy ul. Zmartwychwstańców. Byli idealną, choć bezdzietną parą. Mimo wielu trudności życiowych pozostawali uśmiechnięci, pełni empatii wobec otaczającej ich rzeczywistości. Zapewne w tak niezłomnej postawie znaczącą rolę odgrywała głęboka religijność. Zawsze zwracali się wobec siebie pieszczotliwie, podkreślając na każdym kroku głębokie uczucie. J. Szulczyński bardzo dobrze pamięta niepokój Pani Marii w chwili aresztowania męża przez funkcjonariuszy koszalińskiego UB: „Przez pierwszych kilka dni zupełnie nie wiedziała, co dzieje się z mężem. Na pewno w środku była kłębkiem nerwów, jednak na zewnątrz zachowywała pozory normalności. Była niezwykle silna psychicznie, co również cechowało wujka. Nie był możliwe, aby cokolwiek mogło rozdzielić uczucie tych wyjątkowych ludzi”.

 

 

 

Powstaniec wielkopolski we wspomnieniach

Po II wojnie światowej Józef i Maria Hoffmannowie zamieszkali w budynku obecnego Banku Spółdzielczego w Ustce. Wiele pamiątek po byłym dyrektorze placówki znajduje się w banku i jego kronikach. O jego niezwykłości wspominają pracownicy banku, w tym jego prezes – Pani Irena Klein, która chętnie dzieli się anegdotami na temat Ustki, porównując jej „niemieckie” i „polskie” oblicze, ale też zaznacza, jak wielką rolę odegrał Józef Hoffmann w procesie budowy struktur polskiej państwowości na ziemi usteckiej. Bez wątpienia był wielkim patriotą, gotowym poświęcić wszystko dla dobra kraju.  Pani Janina Wasilewska, główna księgową Banku Spółdzielczego wspomina, że dyrektor Hoffmann traktował ją niczym własne dziecko: „Był niezwykłe pogodnym, życzliwym i kochającym człowiekiem. Wyrozumiałym pracodawcą, który w żaden sposób nie wywyższał się na tle innych. Zawsze otwarty i życzliwy, chętnie służył swoim bogatym doświadczeniem”.

Widok na Ustkę z gabinetu Józefa Hoffmanna

Bez wątpienia praca była pasją dla Józefa Hoffmanna. Pracownicy często żartowali między sobą, że nie przez przypadek prezes zamieszkiwał w miejscu pracy. Uwielbiał bank, podobnie jak i Ustkę. Jako prezes nie ograniczał się jedynie do nadzorowania swoich podopiecznych, ale gdy sytuacja tego wymagała to przysiadał się przykładowo do stażystów, imponując zapałem i kompetencją.

Pani Janina Wasilewska swoją kilkumiesięczną znajomość z powstańcem wielkopolskim wspomina jako niezwykle ciekawy okres. Józefa Hoffmanna cechowała wysoka kultura osobista i szarmanckość względem płci pięknej. Nienaganne maniery prezesa powodowały, że kobiety pracujące w banku czuły się wyjątkowo. W prywatnych rozmowach podkreślały, w jak szczególny sposób Józef Hoffmann traktował swoją ukochaną żonę.

Gabinet Józefa Hoffmanna współcześnie i młodzież odkrywająca jego historię

 

Ostatnie pożegnanie

W styczniu 1961 r. stan zdrowia uczestnika wojny z bolszewikami uległ pogorszeniu. Prezes bardzo szybko męczył się, potrzebując więcej czasu na odpoczynek. W konsekwencji trafił do szpitala 1 lutego, umierając 3 dni później wskutek niewydolności serca.

Zanim doszło do ceremonii pogrzebu zwłoki Józefa Hoffmanna wystawiono w holu Banku Spółdzielczego. Żona, przyjaciele rodziny oraz miejscowa ludność przychodzili oddać hołd jednemu z największych ustczan. Pogrzeb, który odbył się kilka dni później, zgromadził kilkaset osób i był jednym z najbardziej donośnych wydarzeń w powojennych dziejach miasta.

Dziś grób Józefa Hoffmanna można odnaleźć na usteckim cmentarzu ((kwatera IX, rząd 14, miejsce 5). Spoczywa on wraz z Elżbietą Swientek, matką ukochanej Marii.

Share this...
Share on Facebook
Facebook