Z Bukowska przez Francję do Polski Niepodległej

Władysława Żytka

Pani Władysława Żytka urodziła się 17 listopada 1928 roku  w Bukowsku, dziś  mieszka w okolicach Sanoka. Ze szczegółami opowiada o swoim dzieciństwie, przeżyciach z II wojny światowej, ale w pamięci przechowuje też starsze skarby, którymi się z nami podzieliła – opowieści, których słuchała w dzieciństwie siedząc na taborecie, pośród znajomych ojca – legionisty, zebranych  w ich rodzinnym domu. Jej tata – Michał Bednarz – urodził się w 1887 roku.

 

 

  1. Zrabowany woźnica

„Tak, pierwsze zawsze zaczynam o swoim tatusiu. Mój tatuś pochodził z rodziny rolnika. Dziadzio pojechał do Ameryki, babcia z tatusiem zostali w domu z synem. Więc wybuchła wojna. Pierwsza wojna światowa.  W [19]14 roku, tak. No i wtenczas […]  Sowieci byli tam na Bukowsku, a Austria była jak na Węgrach. I Austria zrabowała tych Sowietów, pozabierała im  wszystko . To już babcia opowiadała, że jechało z 50 furmanek. Jak oni uciekali to zabierali towar, wszystko, krowy rżnęli i takie krowy całe – wszystko gnali. Świnie, zboże, wszystko zabierali, bo nie było innego…

 

To wojsko rabowało ludzi, wszystko zabierało, tych ludzi co pozostawali. Żeby mieli czym żyć.  Tak, to oni zabierali te krowy, to babcia opowiadała. I całe te chmury tego. I było. Konie były, a nie mieli furmanów.  No to, tatuś miał 17 lat. No to takiego chłopca, to 17 lat, chłopak – na wóz. Konie szły, wóz za wozem, a on siedział i dojechali do Węgier. Tam z przeciwka  się odważyli te Sowieci czy Austryjaki, tam Sowieci z jednej strony, Austryjaki z drugiej […].  W każdym razie ich rozbili, konie pozabierali , prowiant – wszystko, wszystko. A tych chłopów, tych gospodarzy z tych wozów popuszczali – idźcie sobie gdzie chcecie.  No to ci, co starsze byli, takie ożenione, to wracali – tu przez Bukowsko, Komańczę, tu  szły przez Bukowsko, przez Kostrynkę, do Komańczy tu  w tę stronę. No, a te młode co jechali chłopcy, chłopcy – kawalerowie,  to wszystkie pozabierali.

Droga do Francji

Był taki jeden facet, jak się nazywał to nie wiem, ale zbierał wszystkich młodych tych, tych chłopaków. Już miał tam wywiad we Francji, tam był Haller, Józef Haller. I on to wszystko – gdzieś widać tam mieli telefony, bo by tak się nie organizowali – wszystko szło piechotą z Węgier, ja tam nawet mam kartkę taką, co z Węgier szli do Francji.  Tylko tego nie ma tam napisanego, co ja mówię.  I szli. Poszło ich, dużo poumierało po drodze. […]  Z  Węgier jak szli ze Francji, nie mieli co jeść, to czasem gdzieś tam do jakiegoś domu, ktoś im dał chleb. A czasem, tam było bardzo dużo sadzonych – sadzili buraków dużo jadalnych, marchew. I też wszystko jedli to surowe, to niektóren to nie wytrzymał. Ale tatuś wytrzymał. […] Tatuś nie umarł. Chociaż był młody ale jakoś wytrwał.

I wojna

Doszli do Francji i tam ich otoczył Józef Haller […] I on to wszystko organizował, a Piłsudski już tam czekał  i już się tam dowódcą [..] Tatuś  był pierwsza brygada […] Tak.  Był na wojnie siedem lat. […] Ale przez te 7 lat tatuś był ranny, raz albo dwa. Dwa razy, bo raz miał kulę na żebra, a drugi raz miał kolano czy gdzieś. W każdym razie miał, jak wyszedł ze szpitala, to miał 5 centymetrów krótsza nogę. Tak. Jedną od drugiego.  […] No i tak wojowali . [19]18 rok –   było  odzyskanie Niepodległości. To tatuś  w wojsku był, w osiemnastym roku służył w tych legionach . Potem była walka Cudu nad Wisłą . Tatuś też tam walczył, jeszcze tam coś było, nie wiem czy ranny czy co ale znów się dostał do szpitala. A w dwu/ 1920 roku wyszedł z wojska. Styczeń , nie, nie wiem który wyszedł. Ale wyszedł z wojska. No i potem już w drugim się ożenił.

Cud Nad Wisłą

W  [19]20-stym roku. Mówił tata, że tak było mało tych legionistów , że Piłsudski mówi – musimy się pomodlić. Mówili „Pod twoją obronę”,  „Zdrowaś Mario” […] Mówią „W Imię Boga – no chyba wszystkie poginiemy” . Te słowa – pamiętam jak tatuś to opowiadał.  On był zresztą – w pierwszych szeregach był, no na pierwszych szeregach, bez karabinu, tylko z tym bagnetem druty przecinał […]. Mówi  „Chyba żeby Matka Boska była”. No, zaczęli strzelać. Tak zaczęli strzelać – tamci zaczęli strzelać i ci. A później  momentalnie – zaszła mgła tu na nich. Tamci nie widzieli żołnierzy. Oni ich widzieli. Jak ci zaczęli strzelać – Sowieci nie wiedzieli ile tych żołnierzy jest, wszystkie strzelali. I się wycofali.  Bo ich straszna zaślepiła mgła. Wtedy ten cud. To tatuś mówił. Tysiąc razy opowiadał. Tysiąc razy opowiadał o tym cudzie. Mówi : „Nie wierzcie, że nie, bo cud jest. Cuda są.”

Odznaczenia

Nim w 39 doszło, to w [19]34 , […]  dostał pismo od Piłsudskiego, od Rady, żeby się tatuś zgłosił tu i tu i tu, bo  po krzyże waleczne. Tak. I wtenczas jak tatuś pojechał do tego Piłsudskiego, do tej Warszawy, to został tatuś odznaczony dwoma krzyżami. Jeden krzyż Walecznych, drugi Virtuti Militari.  Dostał. I sto złotych dostał emerytury. Niby na nodze, takie, o. I po sto złotych dostawał, już od [19]34 roku, już potem dostawał do [19]39-go.  […] Tatuś był takim bardzo, takim widzianym człowiekiem. Taki był. W Bukowsku tak samo. Tak samo. Nie było więcej kształconego na wsi jak  on. Nie było

Akademia

No, a jak umarł Piłsudski, w [19]35 roku każdego roku była Akademia. A ja miałam lat 11. No to w maju było – akademia, rocznica, śmierć Piłsudskiego.  I tatuś mówi: Będziesz mówiła wierszyk.  Bo tatuś był straszny patriota. Nie ma dziś takich patriotów, jak tatuś był patriotą. Dla niego Polska to była wszystkim.  I mówi tak: „Będziesz mówiła teraz wierszyk.” A ja tak. Ja mówię: „Tatuś, ja nie pójdę, bo ja nie mam takiej ładnej sukienki.”  „Zaraz będziesz miała sukienkę”. I wie pani – takie stare zdjęcie znalazła mojej siostry córka, tylko było – my nic nie widzieli, takie było straszne poniszczone – ale ta sukienka została i ja poznała, że w tej sukience mówiła wierszyk.  Mówiłam ten wierszyk, powiem wam. Tu nagłówek powiedział za mnie taki pan. Że taka i taka będzie mówić o Piłsudskim.  Po śmierci Piłsudskiego to było 5 lat, 4 lata…:

To nie prawda, że Ciebie już nie ma

To nie prawda, że jesteś już w grobie

Chociaż płacze dziś cała polska ziemia

Cała Polska ziemia w żałobie.

 

Chociaż serce ci w piersi nie bije

Stanął na wieki mózg dzielny

W naszych sercach jak żyłeś tak żyjesz

Ukochany wodzu nieśmiertelny

 

Byłeś  dla nas posągiem ze stali

Byłeś dla nas sztandarem wspaniałym

Ty coś Polskę obronił i ocalił

I wywyższył na wielki szczyt chwały

 

Już usnąłeś po trudach nadludzkich

Nie zwycięży już Ciebie wróg żaden

W naszych sercach jak żyłeś tak żyjesz

Ukochany marszałku Piłsudski

My żyjący twoim pójdziem śladem.

 

Świętowanie

A jak ludzie jeszcze świętowali ten dzień odzyskania Niepodległości?       

To było okropne święto! Święto było od pracy, jeno po kryjomu kto tam wyjechał na pole. Do kościoła, na defiladę! Od kościoła, tam gdzie kółko rolnicze – tam jest taka kapliczka świętego Jana.  Tą kapliczkę chcieli rozwalić raz w nocy – jak była komuna. Pozarzucali kapliczce łańcuchy, i dwa traktory. Traktory się popsuły,  łańcuchy się porwały, tam nic nie rozwalili. A jednego pana sparaliżowało, a drugi umarł. Tak, leżał w domu, rozlatywał się, tak że tylko do wora go włożyli. […] Z kościoła było nabożeństwo. Ksiądz się rozebrał, tylko  w komeżce. I szli tam do tego Jana do tego  końca. Szli. Najpierw były związki kościelne, potem Orlęta, potem jeszcze w zielonych mundurach te […] Sokoły, na zielono też. I młodzież szkolna, dzieci. Mój tatuś zawsze był brany, miał wstęgę tu zawiązaną. […] Na początku szedł, wstęgę miał, na kapeluszu miał wstęgę, żołnierze byli w czapkach ale on na kapeluszu miał wstęgę. I ja maszerowałam, taki brzdąc byłam, maszerowałam. Ja byłam patriotka taka [śmiech]. I pod tą kapliczką się pomodlili, pokropił, poświęcił. Z powrotem. Orkiestra grała – później do sali już  była uroczystość, byli zaproszeni, tam był obiad […]

 

 

opracowanie: Aleksandra Karmelita

Share this...
Share on Facebook
Facebook