Niepodległość oczami zwykłych ludzi

Kiedy myślę o odzyskaniu przez Polskę niepodległości, przychodzą mi do głowy różne fakty, które znam z lekcji historii.  Wiele wielkich nazwisk jak Piłsudski czy Paderewski, ważne wydarzenia jak I Wojna Światowa oraz ta jedna z najważniejszych dla nas Polaków data – 11 listopada 1918 roku, kiedy to Polska odrodziła się po 123 latach niewoli i zniknięcia z map świata.

Przystępując do projektu „ Nasze Wielkie Historie”, zastanawiałam się, o czym napisać, jaką historię przedstawić? Skupiłam się nie na „Wielkich”, ale na „Naszych” historiach. Pomyślałam o zwykłych ludziach – takich, którzy mieszkali w mojej okolicy w tamtym czasie. Może niekoniecznie o tych, którzy brali czynny udział w walkach z bronią w ręku, ale o ludziach starających się przetrwać razem ze swoimi rodzinami  ten trudny czas. Postanowiłam napisać o dziadku i babci mojej babci czyli o moim prapradziadku i praprababci.  Ja oczywiście ich nie znałam, ale opowiedziała mi o nich moja babcia Teresa Krysztowiak, która pamięta zwłaszcza swojego dziadka.

Aniela Winnicka

Moja praprababcia nazywała się Aniela Winnicka i urodziła się w 1880 roku. Mój prapradziadek nazywał się Walenty Winnicki i urodził się w roku 1882 roku.  Oboje urodzili się  więc pod koniec XIX wieku, w czasie – gdy Polski nie było.  Była podzielona przez obce mocarstwa. Rozgrabiona. Mieszkając we wsi Bibiampol, na terenie ziem Królestwa Polskiego byli zapewne świadkami wieku ważnych wydarzeń w historii Polski. Aniela zmarła w 1962 roku, a Walenty w 1970 roku. Oboje przeżyli więc nie tylko odzyskanie przez Polskę niepodległości ale także I i  II Wojnę Światową. Moja babcia Tereska opowiedziała mi o tym, jak zapamiętała dziadka  (babcię pamięta tylko z opowieści dziadka) i to co jej opowiadał o dawnych czasach.

Walenty Winnicki

Moi prapradziadkowie byli gospodarzami wiejskimi. Nie jakimiś „wielkimi  panami na włościach”, ale mieli kawałek pola. Całe dnie spędzali na ciężkiej pracy na roli. Było i trudno i ciężko, a czasy były niespokojne. Nie było wtedy radia, telewizorów, telefonu czy internetu. Wiadomości o tym, co się dzieje w świecie czy na ziemiach polskich można było usłyszeć tylko od kogoś, kto gdzieś był, coś widział i słyszał.  Dziadek Walenty opowiadał czasem swojej wnuczce Teresce (a mojej babci) o tym, o czym usłyszał lub o tym, co działo się w okolicy w której mieszkał ze swoją żoną Anielą. Opowiadał o czasach I Wojny Światowej , o żołnierzach toczących tu walki i o wystrzałach z dział i broni, które dudniły hukiem po całej okolicy.  Opowiadał przede wszystkim o strachu jaki wtedy czuli – o strachu przed śmiercią. Widział łuny pożaru, gdy płonęły zabudowy niszczone przez obce wojska. Opowiadał o pożarze (podczas I Wojny Światowej)  i zniszczeniu cukrowi w Młodzieszynie.  Pożar widać było z daleka . Widział zabitych , rozpacz i trwogę zwykłych ludzi, którzy starali się mimo wszystko  przeżyć i chronić swoje rodziny.

Zwykli ludzie tacy jak on, który nie mieli wpływu na to, co się dzieje z ich krajem. Oni marzyli, aby – jeśli nie oni – to chociaż ich dzieci żyły w wolnej i niepodległej Polsce. To  marzenie się spełniło.  Ich syn Józef (ojciec mojej babci Tereski) urodził się w 1920 roku. W Polsce.  Niestety zanim wkroczył w dorosłość – wybuchła II Wojna Światowa. Dziadek Walenty zawsze powtarzał małej Teresce, że miłość do ojczyzny i rodziny jest najważniejsza, że to dla niego ważne, że kiedyś umrze w wolnej Polsce. Prapradziadek Walenty był już starym człowiekiem i nie wszystko dobrze  pamiętał. Jego historie, to raczej pourywane kawałki wspomnień z jego życia. Czasami opowiadał jej o żołnierzach, których wtedy spotkał . Głodnych, zmęczonych, czasami rannych, ale ciągle walczących o niepodległość, wolność ojczyzny.  Czy sam walczył?  Moja babcia mówi, że nie pamięta wszystkich jego opowieści. Miała wtedy 10 czy 11 lat. Jedno jest pewne. Dla jej dziadka słowo Polska było święte. Opowiadał jej, że cieszył się i płakał, jak się dowiedział, że Polska  odzyskała niepodległość.

Historia moich prapradziadków, to życie ludzi, którzy urodzili się w zniewolonej, a zmarli w niepodległej Polsce. Życie ludzi, dla których ta wielka dziś historia była po prostu codziennością. Ludzi, dla których Ojczyzna znaczyła tyle co życie. Wspomnienia mojej babci też są już dość mocno przytarte czasem. Nie może dziś opowiedzieć konkretnej historii, jaką jej wtedy opowiedział. Pozostały jej tylko te dwa stare zdjęcia. Jedyna pamiątka po jej dziadkach.  Ja patrząc na nie, widzę ludzi, którym przyszło żyć w bardzo trudnych czasach, ale myślę, że dla nich niepodległość była w ich oczach i sercach czymś, dla czego warto było żyć, by jej doczekać.

Julia Krysztowiak

Share this...
Share on Facebook
Facebook