Echa Wielkiej Wojny w Milanówku

Aby zrozumieć to jak w Milanówku wyglądało odzyskanie wolności należy cofnąć się o ponad cztery lata do października 1914 roku, kiedy to przez obszar nas interesujący przetoczyła się operacja warszawsko-iwanogrodzka (znana również jako operacja warszawsko-dęblińska).

Operacja została przeprowadzona przez Cesarstwo Niemieckie z pomocą Cesarstwa Austro-Węgier w celu przepchnięcia frontu na wschód i odciążenia obleganego Przemyśla. Wszystko zaczęło się 28 września, kiedy to niemiecka 9 Armia i austo-węgiersa 1 Armia ruszyły w kierunku Warszawy oraz Dęblina (Iwanogrodu), przeciwko ofensywie pod Dęblinem stanęła 4 i 9 Armia rosyjska a pod Warszawą 2 Armia wsparta przez korpusy syberyjskie. Pomimo tego wojska niemieckie przemieszczały się dość dużym tempem, gdyż liczebną przewagę przeciwnika rekompensowała ciężka artyleria oraz samoloty zwiadowcze, a więc sprzęt, którego armii rosyjskiej brakowało. Dowodem szybkich postępów 9 Armii było zajęcie znajdującego się 25 kilometrów od Warszawy Grodziska Mazowieckiego 10 października a dzień później o 5 kilometrów bliższego Warszawie Brwinowa oraz naszego Milanówka. Przejęcie miejscowości było o tyle ciekawe, że pomimo tego, że teoretycznie Rosjanie utracili Milanówek 11 października to wojska niemieckie wkroczyły tutaj dopiero sześć dni później, może to świadczyć o dynamice starć w tym regionie, ale też o niejakim chaosie panującym po obu stronach frontu. Sam Milanówek nie ucierpiał bezpośrednio od działań wojennych choć stał przy bardzo ważnym szlaku jakim była kolej warszawsko-wiedeńska. Miejscowość pomimo tego, że znalazła się na linii frontu była jakby obok wojny, drzewa tłumiły huk dział a pociski nie niszczyły zabudowań. Nie oznacza to jednak że Milanówek był od wojny odizolowany bo po torach przetaczały się podziurawione pociągi, na niebie krążył niemiecki samolot zwiadowczy a puste wille były rabowane przez bandytów. Mieszkańcy nie byli obojętni na sytuację jaka ich otaczała, przykładem czego jest przyjęcie około pięćdziesięciu rannych rosyjskich żołnierzy i opieka nimi w budynku teatru, aż do momentu ewakuacji. Pomagał każdy kto mógł, lekarze udzielali pomocy medycznej a kobiety przygotowywały domowe posiłki dla rannych.

Doświadczenia te z pewnością pogłębiły poczucie wspólnoty co z kolei pomogło po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, kiedy to wszystko trzeba było budować od nowa.

Budynek Teatru Letniego, który pełnił rolę szpitala polowego. fot. Joanna Szamota

Share this...
Share on Facebook
Facebook